|
|
RELACJA Z MISTRZOST EUROPY W KLASIE SŁONKA - HISZPANIA 2008
RELACJA NR1
- po 3,5 h lotu bylismy juz mniej wiecej na wysokosci Roquetas de Mar - a nie jak wtedy - po 30 godzinach, meczacej, aczkolwiek bardzo milej towarzysko (oczywiscie!!), jezdzie :-) O polnocy wyruszylismy do Berlina, bylismy duzo przed czasem na lotnisku, wylot z opoznieniem o 6.45, na miejscu o 11 czasu miejscowego (godzinka do tylu). Potem bus do miasta, dluzszy spacerek na pieszo do portu (dobrze ze ktos wynalazl te walizki z kolkami :-) i potem do hotelu.
- w porcie znalazl sie od razu ktos pomocny (mimo ze pieknie mowil jedynie po hiszpansku :-) i pozwolil nam w biurze regat zostawic walizki, dal namiary na nasz kontener itp
- kontener sie odnalazl (choc nie bylo latwo - w zupelnie innym zakatku duzego portu jachtowego jak reszta Sloniarzy) i wszystko w nim ok, mocowania wytrzymaly i wszystkie rzeczy suche
- hotel (bardziej hostel) nagrany przez Picia bardzo blisko portu (jakies 4 min. piechota), jak na cene 30 Euro za pokoj-dwojke to super (proponowany przez organizatorow - 94 Euro (!) przed regatami, w czasie regat ma byc ok. 60), siec WiFi dostepna w pokojach (tu tez roznica z Roquetas)
- wyglada na to ze bedzie te zapowiadane 50- 60 lodek, jest juz na pewno ekipa z Norwegii - chyba rekordzisci - 9 Slonek(!), Danii, Belgii, Włoch, Finlandia i Hiszpanie z kontynentu
- Klub duzo wiekszy od tego z Roquetas, wyglada na bardziej ekskluzywny, duzo wiekszy basen, korty, silownie itp. Chyba tez starszy - w tym roku obchodza 100- lecie, wiec spodziewamy sie wiekszej "pompy"
Ale - bo zawsze jest jakies "ale":
- nie ma to jak przyjechac autem i miec narzedzia pod reka, najlepiej gumowke, a nie wszystko zamkniete w .... kontenerze - kombinerki sie pogiely na plombie, wiec Ewa - mistrzyni dogadywania sie z nieanglojezycznymi Hiszpanami na migi :-) zalatwila w koncu faceta z ogromnymi ucinaczkami a'la wlamywacz
- nie ma jak nie musiec myslec o tym, co jutro sie zrobi na sniadanie - szczegolnie jak sie ma w pamieci te rozpuste z Roquetas, gdzie jedynym zmartwieniem bylo, co tym razem nowego sie zje lub w jakiej kombinacji :-)
Czas na pewno zweryfikuje nasze "za i przeciw". o czym bedziemy na biezaco informowac.
Zdjec jeszcze zadnych nie przeslemy, bo jest aparat, ale niestety bez kabelka do komputera, ale moze jutro doleci kabelek lub sprzet zastepczy z Tomkiem i Olga....
Pozdrawiam poki co,
Kuba
RELACJA NR2
Jeszcze nie mamy możliwości przesyłania zdjęć. Może jutro uda mi sie kupic czytnik do kart.
Dzis byliśmy na wodzi około 3h.Wiatr zmieniał się jak w kalejdoskopie, podobnie jak pogoda.
Dzis były dość duże, ale cykliczne zmiany, mimo że wiatr wiał od morza.
Wiało od 1 st.Beauf. jak wychodziliśmy, do prawie 4 st. w połowie treningu, i znowu spadł do 2 st. jak wracaliśmy ( a przecież nie byliśmy długo na wodzie).
Dołączyliśmy do 9-załogowej reprezentacji Norwegii i przynajmniej meliśmy jakiś punkt odniesienia co do naszej techniki. Fala jest tutaj inna niż w Roquetas, dużo dłuższa już przy słabym wietrze. Śmiesznie się na niej pływa na kursach wolnych,szczególnie przy tych dużych zmianach wiatru ( do 40 stopni), gdy fala porusza się w tym samym kierunku.
Dziś skupialiśmy sie na tym by pozbywać się jeziorowych nawyków przeastrzania i na technice zwrotu na długiej fali.
Po treningu Kuba wskoczył sobie do basenu w klubie, w którym o dziwo woda była cieplejsza niż w sąsiednim jacuzzi. A ja sie rozgrzewałam herbatką ( podczas treningu spadła na nas spora chmura pełna deszczu :*) .
Jutro z prognozy na windguru wynika, że się bedzie systematycznie rozwiewać, w środę ma dojść do 6 stopni. Na szczęscie na regatach siła wiatru będzie stopniowo spadać:)
Pozdrawiam serdecznie
Ewa (i Kuba)
PS.W uzupełnieniu .
Temperatura powietrza około 20 stopni, także bardzo przyjemnie. Gdyby nie
przelotny deszcz, to Kuba pływałby cały czas w krótkim rękawku. Woda słona
i wcale nie zimna.
Woda w basenie: mega chlorowana i chyba też podsalana :)
RELACJA NR3
dzis juz wszyscy byliśmy na wodzie.Wiatr 3-4 B, fala wysoka ale
nieregularna, więc skupiliśmy się na prowadzeniu łódki na wiatr w takich
warunkach. Przymierzaliśmy się dzis do Hiszpanów. Na pełnym nie
odstawaliśmy, ale było widać różnicę na ostrym, także w stosunku do Picia.
Wiatr znów skręcał wyraźnie w prawo, tym razem bez powrotów na lewo.
Udało mi się kupić multicard reader,tak więc przesyłamy fotki, które robiła
Olga i Ania.
Jutro czeka nas ciężka przeprawa z organizatorami, bo dzisiaj nam
oświadvczyli, że mamy opróżnić kontener, bo mamy wracać :
- z Finami ( absurd - 5 dni drogi po odbiór łódek lub 3 dni,w tym 2 promy,
nie mówiąc o kosztach )
- z Belgami ( ci mają 5 słonek, a my mamy się do nich dopakować:)
-z Duńczykami ( którzy zwiali nam jadąc na Kanary; mają dużo miejsca w
największym z możliwych kontenerów, tyle że....łódki popłynełyby w połowie
lutego, gdyż Duńczycy chcą sobie potrenować całą zimę tutaj)
Także będą jaja, dziwimy się, że mówią, że to nasz proble, a nie np.
Duńczyków...
pozdrawiam Ewa
RELACJA NR4
Dzis dzionek uplynal nam na sprawach organizacyjnych i sprzetowych (zdjecia nr 1 i 4). Wlasciwie czas od 09.00 (nauczeni doswiadczeniem, zapisalismy sie jako pierwsi do pomiarow) do godz. 16.00 spedzilismy w klubie. Pomiary byly bardzo szczegolowe, co nie znaczy ze rzetelne :-), wiec zajmowalo to mnostwo, mnostwo czasu. U nas (u Picia zreszta tez) doczepili sie do odleglosci miedzy dziobem a jarzmem masztu (?) - chodzi o miejsce na pokladzie, gdzie wchodzi maszt, na wysokosci popychacza. Musielismy wiec wkleic tam po plytce (my- 2 mm, Piciu - troche wiecej). Poza tym w obu lodkach mielismy do wyrysowania linie na mieczu, a u nas dodatkowo kazali zrobic linke zabezpieczajaca miecz na przyszywana szekle (!), tyle ze przekonalismy ich, ze bedzie zawiazana i potem tylko przeszyta (zeby nie bylo mozliwosci regulacji- ich cel osiagniety), bo dobrze pamietamy jak samo zszywanie sie konczy :-) :-). Piciowi dodatkowo kazali ciac maszt, ale byl na tyle uparty i nieustepliwy, ze przekonal ich do zmienienia sposobu mierzenia ("od drugiej strony") i w koncu stanelo na tym, ze poprzesuwa po prostu wszystkie opaski. Zreszta nabrali do Picia respektu takze po tym, jak zrobila sie mala burza, czy moze miec te swoja "oslone" weglowa kolo pompki, a jak tlumaczyl im, ze przepisy zabraniaja uzywania wlokna weglowego tylko w "nieruchomych czesciach kadluba", to nie chcieli dac wiary i zaczeli szukac Antonio Bari'ego.... Potem przeprosili sie z Piciem i zapowiedzieli, ze bedzie to pierwsza zmiana przepisow jaka wprowadza, zeby nie bylo mozliwosci ich "obchodzenia " :-) ;-). Porobilismy wszelkie poprawki, pozbieralismy wszystkie pieczatki i jest juz ok.
Nastepna przeprawa: kontener... Nasz musielismy oproznic (bo stal juz TIR i czekal na jego wywiezienie z portu) i przeniesc sie do Finow, z ktorymi bedziemy go na czas regat dzielic. Jak wroca nasze lodki do Polski po regatach (i kiedy?) - beda jeszcze debatowac. Poki co zadna z przez nich zaproponowanych opcji nie wchodzi w gre (pisalismy o mozliwosciach wczoraj). Jedno do czego udalo sie nam ich narazie przekonac, to opinia, ze my nie powinnismy ponosic negatywnych konsekwencji tego, ze Dunczycy chca zostac tu z lodkami cala zime a nie wracac od razu po regatach (a taki transport gwaranowal organizator). Przeciez to nie my powinnismy sie w takiej sytuacji do nich dostosowywac, tylko oni do nas!!! Mamy narazie "za soba" taka dziewczyne z Race Office, zobaczymy co z tego wyjdzie...
Duzo nas to wszystko nerwow i czasu kosztowalo (zmeczenie obrazuje zdjecie nr 2, z autobusu :-)), nie bylo juz sensu schodzic tak pozno na wode, wiec postanowilismy przejechac sie na drugi koniec wyspy - do Maspalomas. Fajny zakatek z piekna latarnia i widokami (zdjecia nr 5 i 6). Pogoda ok, ale po zachodzie Slonca (jak widac na zalaczonym obrazku - zdjecie nr 7) silny wiatr strasznie dokucza, mimo ze temperaturowo jest jak najbardziej w porzadku...
Generalnie humory w teamie dopisuja (zdjecie nr 9 oraz "specjalisci od kadrowania" - kazdy chcialby byc fotografem :-)), a jutro treningowy wyscig i uroczyste otwarcie regat (troszke zmienil sie plan - wlasciwe wyscigi od piatku do poniedzialku).
Pozdrawiamy od wszystkich!
RELACJA NR 5
Mamy troche więcej informacji dotyczących regat: startują ekipy z 11 państw: Dania, Szwecja, Norwegia, Finlandia, Hiszpania, Belgia, Polska, Włochy, Rosja, Francja, Niemcy.Ilu jest dokładnie zawodników okaże się na 100% jutro rano.
Dzis odbył się wyścig próbny. Rano czekało nas jeszcze załatwienie paru formalności, a panie w biurze regat były bardzo zrelaksowane. Z tego powodu spóźniliśmy się 4 min na start i włączyliśmy się do grupy w połowie stawki. Udało nam się utrzymać tą pozycję. Piotrek chyba jeszcze nie wyrzucał Tomka na balast, nie chcąc go forsować, nie przebili się do pierwszej połowy.Z tego co zauważyliśmy Hiszpanie pływają bardzo szybko, myślę, że to w dużym stopniu kwestia opływania na fali. W wyścigu próbnym ewidentnie Hiszpanie byli w czubie, ale w pewnym momencie jakby na gwizdek wycofali się z wyścigu...Dziwne a nawet niekulturalne zachowanie...Jutro chcielibyśmy bardziej przypilnować zejścia na czas na wode - na trase regat płynie się 1,5h.
W przeciwieństwe do Misztrzostw Świata - rozpoczęcie regat było krótkie, zwięzłe i tłumacone na język angielski, poza tym opatrzone sowitym poczęstunkiem i popitkiem:)
Pozdrawiamy:)
Ewa i Kuba
RELACJA NR 6
Nadeszla chwila prawdy - pierwszy dzien regat - nie moglismy sie tego dnia
doczekac - wszystko zapiete ze sprzetem na ostatni guzik, akwen troche
rozpoznany, prognozy z windguru po naszej mysli...
Nauczeni wczorajszym doswiadczeniem, juz o 9.30 bylismy na wodzie (sygnal
ostrzegawczy: 10:55). Wyjatkowo szybko poszlo nam dotarcie na 'Regatta
Area', zdazylismy sie z Piciem poprzykladac do siebie, porozjezdzac na
dwie strony i sprawdzic, ktora z nich "nosi"... Cieplo, slonecznie, wiala
taka regularna trojka, fala nie zdazyla sie jeszcze rozbujac... W pewnym
momencie, na jakies 20 min. przed ostrzegawczym, wszystko jakby nagle
zamarlo... Ustal wiatr, stanely wszystkie Slonki, wimpelki zaczely krecic
sie w kolko i tylko fala nic sobie z tej sytuacji nie robila, tylko nadal
sie rozpedzala! Oczywiscie chwile potem w gore poszla "odroczka", a my tak
przez kolejne 2 h kiwalismy sie w miejscu na 3-4 metrowej, martwej fali...
Bujalo do tego stopnia, ze wszyscy zgodnie posciagali badz pozwijali na
sztag foki, zeby sie nie wytrzepywaly!!! Ci mniej odporni lub bardziej
oslabieni :-) nie ustrzegli sie niestety pewnych konsekwencji i nakarmili
atlantyckie rybki :-)
W koncu wydawalo sie, ze wiatr sie lekko ustabilizowal i znow rozpedzil na
tyle, ze Slonka byla w stanie wspiac sie na fale i jakos posuwac sie do
przodu. Dokladnie o 13.00 puscili start, o dziwo tylko z jednym
generalnym, mimo ze linia startu byla niezbyt fortunnie ustawiona (bardzo
korzystny prawy hals, a boja startowa zdecydowanie za nisko). Piciu
wyszedl prawie ze pierwszy od Komisji, my troszke blizej srodka. Niestety
z Ewa za malo zdecydowanie poszlismy w noszaca w tej halsowce "lewa" i
wybrana przez nas opcja bezpiecznego srodka nie za bardzo nam wydala. Byly
tez momenty, ze stawalismy w miejscu na fali i nie bylo dlugo sposobu, by
sie z tej bujanki ruszyc. Na jedynce bylismy mniej wiecej na poczatku
drugiej polowy stawki. Piciu, ktory mial prawie ze idealny start i wybral
lepsza strone, na gornej boi byl zaledwie kilka miejsc z przodu... To co
sie dzialo na pelnym, to juz byl horror. Znowu przestalo wiac i, tak jak
przed startem, wszyscy zaczeli sie kiwac w miejscu... z tym ze inni kiwali
sie w miejscu od nas z Ewa troszeczke szybciej :-) Nie moglismy znalezc
sposobu na odbijajacy co fale "na wsteczny" grot i fok, a przeciez innym
dzialo sie dokladnie to samo... Sytuacja nie wygladala najlepiej, choc
zdawalismy sobie sprawe, ze nie sa to warunki do rownego scigania. W koncu
Komisja widzac co sie dzieje przerwala wyscig. Czekalismy jeszcze potem ze
1,5 h na zmiane warunkow, a ze nie bylo w ogole perspektyw na jakiekolwiek
podmuchy, wyscigi odroczono do dnia nastepnego a nas wszystkkich
odholowano do portu.
Piciu byl po tym prawie-wyscigu zalamany brakiem szybkosci na ostrym.
Rzeczywiscie, mimo dobrego startu i dobrych wyborow inni mu zdecydowanie
odjechali... My rowniez nie jestesmy zadowoleni z szybkosci naszej lodki.
Na brzegu zaczelismy zastanawiac sie co z tym fantem zrobic, a
zaprzyjazniona z Piciem i Ewa (z wyjazdu na ME w Finalndii sprzed 4 lat)
babka ze SCIRA -Jerelyn Biehl- poradzila nam podpytac trenera, ktorego
zatrudnili na ten wyjazd Norwegowie. Okazalo sie, ze ten calkiem mlody
facet to Amerykanin- George - projektant wszystkich zagli Quantum! Bez
zadnego problemu przyszedl do naszych lodek i dobre 45 min. kombinowal z
ustawieniami Picia lodki (naszej niestety nie, jako ze mamy zagle Olimpic
:-( Generalnie stwierdzil, ze ten model Quantuma, ktory ma Piciu, akurat
na tego typu akweny sie nie nadaje (za miekka gora zagla, nie odporna na
bujanie i skakanie po falach), ale postara sie cos z tego zestawu
wykrzesac...
Jako ze Piciu uznal, ze wiele do stracenia nie ma, poddal sie wszystkim
wskazowkom... jutro sie okaze, czy cos sie poprawi z "jazda". Jedno jest
pewne - uswiadomilismy sobie, ile to roznych szczegolow ma wplyw na
wlasciwe trymowanie lodki, o ktorych nawet wczesniej nie myslelismy....
Nagroda za te godziny na wodzie byla super kolacja dla wszystkich
uczestnikow regat (i osob towarzyszacych) w formie bufetu w klubowej
restaracji, ktora to kolacje beda nam zawsze serwowac po regatach. Bardzo
milo z ich strony :-) W czasie kolacji smialismy sie z w/w Jerelyn, ze
przed wyjazdem prosilismy wszystkich w Polsce, zeby modlili sie o slabe
wiatry...... i ze teraz powinnismy po kolei kazdego obdzwonic i
zaapelowac, by dla dobra tych regat zaprzestali swych prosb :-)
Z nadzieja na lepsze warunki wietrzne w dniu jutrzejszym oraz szybsze
kursy na wiatr, pozdrawiamy serdecznie!
aha, male sprostowanie z dnia wczorajszego- 11 ekipa to nie Rosjanie (nie
dojechali) tylko Portugalczycy. Lacznie naliczylem na liscie startowej 48
zalog.
Kuba
RELACJA NR 7
dzisiaj na szczescie było troche wiatru, wprawdzie był słaby, ale udało się rozegrać zaplanowane 3 wyścigi.
1 wyścig
Katastrofa!!! Start nie najgorszy, z dobrej strony, ale z jedną łódką, która miała nas w kryciu. Wybraliśmy dobrą stronę halsówki. Ci, którzy byli obok nas na starcie i poszli w tą samą stronę, uciekali nam w oczach i wchodzili na boję w 10-ce... Nam brakowało zdecydowanie ostrości i szybkości. Na 1 bojce okazało się, ze nawet ci, któzy wybrali niekorzystną stronę, przeszli nam przed dziobem. W tym wyścigu przywieźliśmy latarnie:) Pomyśleliśmy, że w końcu ktoś musi tą latarnię przywieźć i to zwykły wypadek przy pracy.
Piotrek w tym wyścigu było dopiero 38, również stał jak spławik...
2 wyścig
Tragedia!!! Start tym razem zupełnie bez zarzutów, na czystym wietrze. Jednak sytuacja z poprzedniego wyścigu zaczeła się dokładnie powtarzać, do tego stopnia, że jak minęła nas przedostatnia łódka (przy schematycznej hasówce "prawie na 2 halsy") i zaczęła nam znikać na horyzoncie, to się wręcz przeraziliśmy. Gdybyśy stracili miejsca ze wzglęu na popełnione błedy w strategii - to byśmy mogli to sobie jakoś wytłumaczyć. Czuliśmy się kompletnie bezsilni i zrezygnowani - czegokolwiek byśmy nie próbowali zmieniać w technice prowadzenia łódki czy ustawieniach żagli -nie dawało to zupełnie efektu. Kotwica to mało powiedziane..W tej całej frustracji tą sytuacją postanowiliśmy nie kończyć tego wyścigu( tracąc tylko 1 pkt), by mieć więcej czasu przed kolejnym wyścigiem, by coś drastycznie zmienić.
Ponieważ nie mieliśmy ostrości w stosunku do innych - przesuneliśmy maszt o pół oczka na wantach do tyłu.
Piciu w tym wyścigu: idealny start, trafny wybór noszącej strony, a na mecie ............41 :-(.
3 wyścig
Weszcie na zmienionym ustawieniu zaczeliśmy czuć, ze łódka ma jakikolwiek impet. Mogliśmy sobie z kimkolwiek wreszcie powalczyć, a nie tylko oglądać oddalające się rufy. Udało nam ukończyć wyścig na 34 miejscu. Może to nie żadna rewelacja, ale po poprzednich wyścigach ten drobny postęp nas bardzo ucieszył.
Piciu też się wreszcie trochę przełamał i przedarł do przodu oraz utrzymał 19 pozycję w wyścigu. On to interpretuje bardziej jako konsekwencję słabszego wiatru i zdecydowanie mniejszej fali, aniżeli jakieś większej zmiany w prowadzeniu łodki.
Reasumując:
Gdybyśmy wcześniej nigdy nie startowali w regatach zagranicznych - moglibyśmy pomyśleć, że to jest nasze miejsce w stawce europejskiej. Ale przecież i w Holandii i Danii można było się czasami spokojnie pościgać z pierwszą 10... Najbradziej wkurzajace jest to, że przy braku ostrości już na samym starcie jest się na straconej pozycji, bo nie można w żaden sposób powalczyć o czysty wiatr... Ostatni dzisiejszy wyścig dał nam namiastkę nadziei, że można coś z tym zrobić. Prześpimy się dzisiaj z myślą, czy nie zjechać z masztem jeszcze o pół oczka do tyłu.
Trzymajcie mimo wszystko za nas kciuki :-)
Pozdrawiam
Ewa
RELACJA NR 8
Ostatni dzień regat zapowiadał się być powtórką z dnia poprzedniego... Nie wyglądało na to, by miało się rozwiać... Z tą różnicą, że wstawaliśmy przed siódmą (tak, tak, tam też jest o tej porze jeszcze ciemno :-) i już o godz. 8.30 (!!!) wszyscy byliśmy gotowi do zejścia na wodę (Ewa zmusiła mnie nawet do przebrania się w ciuchy do pływania - spodenki balastowe itp.- jak gotowość to gotowość :-) I tak sobie czekaliśkmy w coraz to bardziej palącym Słońcu do ok.13.00. Wreszcie "poszła" flaga na maszt w porcie, która oznaczała sygnał do zejścia na wodę. Zdecydowana wiekszość była zadowolona z decyzji Komisji, bo czekania na wiatr mieliśmy w tych regatach wystarczająco dużo. Tym bardziej nas to ucieszyło, bo jak pisaliśmy w poprzedniej relacji, chcieiśmy sprawdzić pozmieniane jeszcze radykalniej ustawienie oraz zmieniony system do wybierania szotów grota - wróciliśmy do klasycznego stropika, bo wcześniejsze rozwiązanie - z dwoma bloczkami - ewidentnie zamykało nam żagiel, a to, naszym zdaniem, decydowało przy tak słabym wietrze o braku jakiejkolwiek szybkości. Regaty z trzema odbytymi wyścigami były już ważne, Hiszpanie mieli zapewnione miejsca medalowe, więc mieliśmy lekkie obawy, czy będzie im się chciało robić wyścigi w ostatnim dniu regat, kiedy chcieli zrobić popmatyczne zakończenie, a warunki wietrzne na pewne nie wyglądały...
Wyścig 4
Ustawienie trasy do pierwszego wyścigu tego dnia poszło organizatorom wyjątkowo sprawnie. Start lekko 'zadymiliśmy', ale dużo nadrobiliśmy na 1 halsówce - wreszcie mieliśmy poczucie, że na w miarę równych warunkach mogliśmy się "tasować" z innymi zawodnikami. Przestawiony maszt do tyłu, przy, z założenia, nastawionym "na gaz" pływaniu na tej fali (fok zdecydowanie przeluzowany) pozwalał na osiągnięcie jako takiej ostrości, a możliwość wpływania (dzięki stropikowi) na otwarcie góry grota dawała nam szybkość. Generalnie nie odstawaliśmy już tak od grupy. Na jedynke wchodziliśmy w pierwszej połowie stawki (!), choć tym razem wyjątkowo wszyscy byli dość mocno ze sobą zbici. Niestety, niewłaściwie wybraliśmy stronę na kursie wolnym i bardzo dużo starciliśmy do dolnej boi, a do tego mieliśmy kolizję z załogą norweską, która nam nie ustąpiła miejsca (wykręcili kółka, ale co z tego...), co spowodowało, że w ferworze walki zaplątała mi się linka od wytyku i na ostry wchodziliśmy z tymże wytykiem wyciągniętym do połowy :-( :-( Zanim udało się wszystko rozplątać, już nas wiekszość minęła i nie udało się nam już nic nadrobić (43 Platz)... :-(
Piciu jak zwykle dobry start, ale nie miał szcześcia do wyboru noszącej strony - o tyle ok, że utrzymał do końca 35 pozycję. Wyścig wygrał Manu - Belg, co stawiało go niespodziewanie w niezłej pozycji ataku na medal (!!!)
Wyścig 5
Wg zapisów instrukcji żeglugi: sygnał do startu do ostatniego wyścigu nie mógł nastąpić później niż o 16.00. Była godz. ok. 15.15., jak wszyscy zjechali na dół (start), ale tym razem Komisja nie grzeszyła profesjonalizmem. Najpierw długo myśleli, czy aby nie przesunąć "jedynki', skoro wiatr kręcił w lewo (żadna nowość tego dnia :-), by wreszcie po rozpoczętej procedurze na 20 s przed startem nagle wrzucić flagę odroczenia .... Oczywiście uroiła się już w naszych głowach jakaś teoria spiskowa (czyżby bali się Manu?), bo dziwnym trafem ponad linią startu były wszystkie łódki hiszpańskie, co Komisja zinterpretowała jako wynik źle ustawionej lini startu a nie np. falstart... No nic, kolejna próba - tym razem generalny.... Potem jeszcze jeden "generał" - godz. 15.50. (!) i ...... o dziwo szybka nowa procedura i udało się popłynąć. Był oczywiście falstart indywidualny.... 8 łódek - popatrzmy kto to? - Belg (Manu !), Włoch, Francuz, Szwed, drugi Belg, kolejny Włoch i dwóch Norwegów. Żaden Hiszpan!!! Nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek ktoryś z nich startował z drugiej linii (skoro było ich ośmiu w 1 dziesiątce w klasyfikacji generalnej). Naprawdę musieli mieć tego dnia dużo szczęścia, hm? :-) :-)
My wyścig zaliczamy do najlepszych (miejsce 28) i spokojnie podejmowaliśmy z wszystkimi równą walkę. Mamy takie poczucie, że to mogło by być nasze miejsce w tych regatach, gdybyśmy tylko od początku mieli ustawioną na ten akwen łodkę. Piciu słaby początek, 'wykaraskał się" jednak w końcówce tego wyścigu na 30 pozycję.
Dużo te regaty nam dały, w szczególności w uświadomieniu sobie, ile nam jeszcze wiedzy brakuje w kwestiach trymowania Słonki i zależności kształtu żagla (nasz przypadek) oraz użytego do jego szycia materiału (casus Picia) do danych, specyficznych warunków (typ fali, morze/jezioro, siła wiatru) ... Mamy nadzieję, że nauka nie pójdzie w las i chętnie się z wszystkimi naszymi Słoniarami i Słoniarzami tymi doświadczeniami podzielimy!
Jeśli chodzi zaś o tzw. życie towarzyskie, to po spakowaniu łodek do kontenera, udaliśmy się wszyscy na zasłużone piwko w klubowej restauracji, posiedzieliśmy trochę z Hiszpaniami, m.in. ze znaną co niektórym :-) z Roquetas złotą medalistką tegorocznych Mistrzostw Świata Kobiet Mariną Sanchez (tym razem startowała w stałym składzie, czyli z bratem), a potem na zaproszenie Belgów udaliśmy się (już w okrojonym składzie) do knajpki w hotelu, gdzie mieszkała większość ekip. W miarę systematycznego zamykania barów, nie mogliśmy nie ulec :-) namowom na przenoszenie się do kolejnych, jeszcze czynnych, miejsc, by skończyć "odreagowywanie" o 5.00 rano :-)
Powrót do PL następnego dnia (wylot 13.30.), z międzylądowaniem w Norymberdze, potem lekko opóźniony lot do Berlina i dojazd do Poznania o 3.30 w nocy.....
A dziś już na 8.00 do pracy trzeba było iśc :-( Eh.... A tak bylo piKnie :-)
Pozdrowienia
Kuba (i Ewa)
|
Nowości :
>>
|
|